Seriale BBC Brit Polecamy

4. sezon Sherlocka od stycznia w BBC Brit

Najnowsza seria to trzy pełnometrażowe odcinki pełne zaskoczeń i nieprawdopodobnych zmian akcji, śmiechu, ale i łez. Niecierpliwie oczekiwana kontynuacja przygód ekscentrycznego i nieprzewidywalnego detektywa, wyprodukowana przez Hartswood Films, po raz kolejny przeniesie nas do Wielkiej Brytanii.

Tym razem, poza śledzeniem potyczek Sherlocka z jego największym wrogiem, będziemy towarzyszyć Watsonowi i Mary w przygotowaniach do podjęcia największego życiowego wyzwania – pojawienia się na świecie ich pierwszego dziecka.

W pierwszym odcinku Sherlock oczekuje kolejnego ruchu Moriarty’ego. Podczas gdy jedno szczególne dochodzenie wprowadza poruszenie w szeregach Scotland Yardu, Sherlock zdaje się zajmować mało istotnym elementem układanki. Czy zniszczenie kilku wizerunków premier Margaret Thatcher to robota zwykłego szaleńca czy zapowiedź poważnych w skutkach wydarzeń? Co wspólnego ma z tym Mary Watson?

W dalszej części Sherlock musi zmierzyć się ze swoim prawdopodobnie największym wrogiem: potężnym i, wydawałoby się, niepokonanym Culvertonem Smithem, który skrywa mroczny sekret. Osamotnionemu przez najlepszego przyjaciela Holmesowi wydaje się, że zstąpił do piekieł. Czy z tej otchłani jest droga powrotna?

W czwartym sezonie po raz kolejny zobaczymy: Benedicta Cumberbatcha (Sherlock Holmes), Martina Freemana (John Watson), Marka Gatissa (Mycroft Holmes), Ruperta Gravesa (inspektor Lestrade), Unę Stubbs (Pani Hudson), Amandę Abbington (Mary Watson) oraz Louise Brealey (Molly Hooper).

Premiera serii zainspirowanej opowiadaniami Sir Arthura Conana Doyle’a, stworzonej przez Stevena Moffata i Marka Gatissa, w Polsce już 1 stycznia 2017 o godz. 23:00 roku na kanale BBC Brit, zaledwie godzinę po brytyjskiej premierze.


Rozmowa z Benedictem Cumberbatchem 
(odtwórcą roli Sherlocka Holmesa)

Jakie to uczucie, gdy znów możesz narzucić kultowy płaszcz Sherlocka? Jeszcze niedawno grałeś przecież w wiktoriańskim kostiumie.

To świetne uczucie! W przeciwieństwie do noszenia wykrochmalonego kołnierzyka i garnituru.  Kręciliśmy podczas upalnego lata, więc w płaszczu było dosyć gorąco, ale on jest jakby częścią tożsamości Sherlocka, jego atrybutem i zbroją.

W jakim momencie życia znajdują się Sherlock, John i Mary, gdy spotykamy ich na początku czwartej serii?

Sporo się dzieje. Po pierwsze – pojawia się dziecko! Okazuje się, że obowiązki rodzicielskie mogą dotyczyć także superdetektywów.  Opieka nad dzieckiem nigdy nie jest łatwa, a tym ciężej jest, gdy wokół czai się zbrodnia.

John i Mary zostali rodzicami. Co na to Sherlock?

Wydaje mi się, że Sherlock jest bardzo opiekuńczy wobec ich rodziny, jednak w relacjach z noworodkiem bynajmniej nie jest autorytetem. Mam nadzieję, że moje osobiste umiejętności i zaangażowanie wobec własnego dziecka diametralnie różnią się od jego postawy! Sherlock na pozór wydaje się zupełnie obojętny, co czasem wygląda komicznie.  Ale nie dajcie się zwieść. Darzy malucha wielkim uczuciem i jest jego prawdziwym aniołem stróżem.

Jak stworzyłeś swojego Sherlocka Homlesa?

Sherlock to nie tylko ten Sherlock, którego widzimy na ekranie. Był przecież dzieckiem, nastolatkiem, młodzieńcem, wreszcie trzydziestolatkiem, którego poznajemy w pierwszym odcinku pierwszej serii. Wiemy, że ma rodziców i brata o imieniu Mycroft, ale jakie było jego dzieciństwo? Chciałem znać jego całą historię. Gram przecież rolę najpopularniejszego i najczęściej odtwarzanego fikcyjnego detektywa wszechczasów.  Takie tło, zaplecze pozwala aktorowi stworzyć postać, bo cóż innego robi aktor, jeśli nie naśladuje konkretnych ruchów, manier, obycia? Muszę poznać mojego bohatera, by zrozumieć jego zachowanie i umieć je odtworzyć.

Co wciągającego jest w odgrywaniu postaci Sherlocka?

Bez względu na skalę projektu, nad którym pracuję jako aktor, zawsze chodzi o opowiedzenie interesującej historii i zatracenie się w niej. Powrót do znajomej już roli jest zawsze odrobinę wygodniejszy niż rozpoczynanie nowej.  Poza tym świetnie znów spotkać tę ekipę. Niezbyt często powracam do ról. W wypadku „Sherlocka” nakręciliśmy 12 odcinków i jeden specjalny. To wcale nie tak dużo.

Skala produkcji „Sherlocka” jest ogromna. Efekt naszej pracy niemal przypomina film i jest produkcją naprawdę wysokiej jakości. Ekipy w każdym departamencie muszą zmierzyć się nie tylko z dużo mniejszym budżetem w porównaniu do produkcji typowo filmowej, lecz także z ograniczonym czasem, w który musimy się idealnie wpasować.

W świecie aktorskim mawia się: „unikaj pracy na planie ze zwierzętami i dziećmi”. W czwartej serii mieliście i dzieci, i zwierzęta. Jak wam poszło? 

W pierwszym odcinku towarzyszył nam pies. Był uroczy, ale bał się chyba przebywać w centrum miasta i niepokoiła go też nieco liczna ekipa. Byliśmy na Borough Market, dookoła dużo ludzi, pod nogami beton i asfalt, które psu najwidoczniej nie odpowiadały. Ostatecznie Amanda musiała go na siłę ciągnąć, choć w założeniu to on miał ciągnąć ją. Było zabawnie.

Dzieci z kolei były zachwycające. Sam jestem tatą i wiem, jak trudno zgrać się z codziennym harmonogramem dziecka. W pewnym momencie trzeba się zatrzymać, poświecić mu uwagę i zapomnieć o pracy. Muszę przyznać, że lubię te elementy, które sprawiają, że moja praca jest wyzwaniem.

W jakim stopniu usposobienie Sherlocka wynika z wad, niedoskonałości innych, a w jakim z jego własnego obsesyjnego dążenia do niedoskonałości?

Może się to wydawać dziwne, ale sądzę, że temperament Sherlocka wynika z tego, że próbuje być superczłowiekiem. Niezliczona liczba bodźców, które składają się na naszą cywilizację, jest niezwykle rozpraszająca dla kogoś, kto myśli i analizuje na bardzo wysokim poziomie złożoności.

I wcale nie jest tak, że to świat dookoła niego jest głupszy. Raczej chodzi o to, że Sherlock, by myśleć przenikliwie, musi wyzbyć się hałasu, który go otacza. A tym, co najbardziej go zadziwia, i też stanowi – moim zdaniem – jego największą słabość,  jest fakt, że nie dostrzega zjawisk znajdujących się wprost przed jego nosem. Często, by być dobrym detektywem, celowo odwraca głowę od tej martwej strefy. Jego relacja z otoczeniem jest bardzo skomplikowana. Potrzebuje tego zwyczajnego świata, by z nim rywalizować, zdobywać go. Z drugiej jednak strony sposób, w jaki to robi, często go zaślepia i przysłania najoczywistsze rozwiązania. To świetne z punktu widzenia opowieści, gdyż widz często nie dostrzega pewnych zjawisk, ponieważ nie dostrzega ich Sherlock. Ta jego naiwność, głupota to z kolei błyskotliwość świata, dzięki której zdarzają się zagadki, ludzie i wydarzenia, które go przerastają. On nie jest nadludzki, jest człowiekiem. I jak każdy człowiek bywa niedoskonały.



Wywiad z Martinem Freemanem (odtwórcą roli Johna Watsona)

Watson wraca ze zgolonym zarostem, jak czujesz się z tą zmianą?

Myślę, że mój wąs idealnie wpasowywał się w atmosferę odcinka specjalnego osadzonego w wiktoriańskich czasach, był bardzo Watsonowy. Generalnie jednak nie jestem fanem sztucznego zarostu. Sprawia, że twarz aktora jest nieco zniewolona,
a ona potrzebuje swobody, żeby dobrze wyrażać emocje. Zamartwianie się o to, czy sztuczny wąs nie odklei się w trakcie nagrania, nie ułatwia zadania. Cieszę się, że w czwartym sezonie nie będę musiał się nad tym zastanawiać.

Jest też nowa fryzura. To Twój własny pomysł?

Tak, ludzie zmieniają fryzury w prawdziwym życiu, a w tej produkcji zawsze liczyła się równowaga między hołdem dla pierwowzoru, a wprowadzaniem do scenariusza współczesnych elementów. John miał inne uczesanie w świątecznym odcinku specjalnym i nieco bardziej frywolny styl
w drugim odcinku pierwszej serii, więc było kilka zmian. Benedict nie ma aż tyle szczęścia, jego wizerunek jest niemal niezmienny.

 Watsonowie przygotowują się do rodzicielstwa, jak im to wychodzi?

John i Mary są bardzo podekscytowani swoim nowym wspólnym życiem. Pobrali się i teraz przyszedł czas powiększyć rodzinę. To ich czas, kochają się, a teraz czeka ich nie lada przygoda.

Czy wcielanie się w rolę świeżo upieczonych rodziców przywodzi na myśl wspomnienia własnych doświadczeń?

Przypominają się rzeczy, które z czasem rzeczywiście ulatują z pamięci. Zapominamy, co na początku znaczy obejmowanie dziecka opieką. Wszystko jest jakby za mgłą, niby pamiętamy czynności, które zdawaliśmy się powtarzać w nieskończoność, ale nie wracamy do tych wspomnień na co dzień, bo przychodzą nowe emocjonujące etapy. Więc kiedy teraz zmieniamy pieluchy czy nagrywamy karmienie, to jakbyśmy przenieśli się w czasie. To rzeczywiście wyjątkowe doświadczenie.

Jak rozwija się związek Johna i Mary w tym sezonie?

W tym sezonie możemy ich znacznie lepiej poznać, ich związek rozwija się z dnia na dzień. Choć Mary dołączyła do serii już jakiś czas temu, nadal jest miłym i świeżym dodatkiem. Ich historia do tej pory była wątkiem nieco pobocznym do relacji Watsona z Sherlokiem, która jest centralnym punktem całej serii. Johnowi i Mary dobrze razem, w trzecim sezonie mieli trochę przejść, które poddały ich relację trudnemu sprawdzianowi, ale wyszli z tego obronną ręką i zdaje się, że najgorsze maja za sobą.

Czy życie rodzinne Johna wpływa na codzienność pełną rozwiązywania kryminalnych łamigłówek, jaką dzieli z Sherlockiem?

John spełnia się w swoim związku, kocha bycie ojcem i mężem, ale zwariowałby, gdyby w jego życiu miało zabraknąć przygód, jakie serwuje mu Sherlock.  Podświadomie wybrał sobie los
u boku szalonego detektywa, mógł przecież zostać współlokatorem bibliotekarza. Sam kocham swój rodzinny dom, ale tęskniłbym za graniem, gdybym miał dłużej niż miesiąc nie pojawiać się na żadnym planie. Robię się wtedy nieco nerwowy, myślę, że John reagowałby podobnie na brak emocji związanych z rozpracowywaniem spraw kryminalnych.

Czy myślisz, że John pogodził się ze skrywaną przeszłością Mary?

John, którego obserwujemy jako widzowie, chyba puścił sprawę w zapomnienie i na swój sposób ułożył się z rewelacjami, które wyszły na światło dzienne, ale czy na pewno, trudno powiedzieć. Nawet ja do końca nie rozumiem wszystkiego, co skrywa Mary. Gdy kogoś kochamy, potrzebujemy chwili na przetrawienie takich zaskakujących faktów. Uczucie, jakie John żywi do Mary jest na tyle gorące, że zdaje się przysłaniać to wszystko. Jemu naprawdę zależy na tym, żeby im się ułożyło, więc wybacza swojej wybrance brak szczerości. W głębi duszy zdaje sobie jednak sprawę z tego, że oboje cierpią na tę samą chorobę – bezustanną potrzebę poczucia dreszczyku emocji. Mary nigdy nie będzie kurą domową, zwyczajnie się do tego nie nadaje.

Co zmieni się w relacji Johna i Sherlocka?

Związek Johna i Mary wchodzi na kolejny etap. John nie mieszka już na Baker Street, wiec relacja z Sherlockiem również ulega przemianie. Nie byłby to jednak ten sam serial, gdyby zmiana w życiu Johna sprawiła, że zamknie się w domu i ograniczy do karmienia dziecka i zmieniania pieluch, zostawiając całą walkę ze złem osamotnionemu Sherlockowi. Choć życie rodzinne rzeczywiście staje się ważnym elementem jego życia, relacja z Sherlockiem niezmiennie pozostaje głównym wątkiem serialu. John się ustabilizował, tak jak w pierwowzorze stworzonym przez Conana Doyle’a – wyprowadził się, ma swoje własne życie, na którym koncentruje się nieco bardziej niż do tej pory.

Czym różniłoby się życie Johna, gdyby na jego drodze nie stanął Sherlock?

John po powrocie z Afganistanu utknąłby w swoim mieszkaniu, próbowałby zostać lekarzem, otworzyć swój własny gabinet. Brakowałoby mu adrenaliny. Choć uważał wojnę za piekło, to mam wrażenie, że czegoś by mu jednak brakowało.

A jak Tobie przychodzi dzielenie planu z dziećmi i zwierzętami?

Z dziećmi nie było źle, z psem niestety wręcz przeciwnie. Uwielbiam zwierzęta, kocham dzieci, ale to powiedzenie, o utrudnianiu przez nie pracy aktora nie bierze się znikąd. Kiedy wszystko idzie zgodnie z planem, nie ma zmartwienia. Gorzej gdy tak nie jest.

Opisz Johna w 3 słowach.

Silny, lojalny, dowcipny.



Rozmowa ze Stevenem Moffatem (współtwórcą i scenarzystą)

Co masz na myśli, gdy mówisz o powrocie upiorów z przeszłości w czwartym sezonie serialu?

Mam na myśli konsekwencje pewnych działań, sytuacje i wyrządzone szkody, a także wrogów Sherlocka, Watsona
i Mary – niektórzy powrócą. Zapewniam, że widzowie będą zaskoczeni tym, co się wydarzy i skwitują „że też na to nie wpadłem!”.

Jak w czwartej serii zmieniają się główni bohaterowie?

Ciężko odpowiedzieć na to pytanie nie zdradzając szczegółów. To co się z nimi dzieje to serce całej opowieści. Pewne wydarzenia wymkną się spod kontroli, zobaczymy bohaterów
w najlepszych i najgorszych momentach.

Jak Sherlock zareagował na wieść o pojawieniu się dziecka Johna i Mary?

Sherlock Holmes jest dorosłym mężczyzną. Fakt, czasami zachowuje się jak szaleniec, ale na pewno nie można zarzucić mu, że nie jest oddanym przyjacielem. Myślę, że zachował się lepiej, niż zachowałaby się większość młodych facetów, którzy dowiadują się, że ich najlepszy kumpel oczekuje narodzin dziecka.

Jak silna jest więź między Johnem a Sherlockiem?

To prawdziwa przyjaźń. Chociaż teraz nie spędzają ze sobą tyle czasu, co wcześniej, nadal są najlepszymi kumplami. W końcu zajmują się tym, co obaj kochają najbardziej – rozwiązywaniem kolejnych kryminalnych zagadek.

Czy Mary w jakiś sposób wpłynęła na relację Sherlocka z Watsonem?

Nie wydaje mi się. Na samym początku Sherlock obawiał się, że przez związek Johna z Mary ich przyjaźń zejdzie na dalszy plan, tak się nie stało. Co więcej, Sherlock zyskał jeszcze jedną ważną dla siebie osobę. Mary wspiera ich i im kibicuje. To bardzo mądra kobieta. Dobrze wie, że stawanie miedzy najlepszymi przyjaciółmi jeszcze nikomu nie wyszło na dobre.



Rozmowa z Markiem Gatissem (współtwórcą, scenarzystą i odtwórcą roli Mycrofta Holmesa)

Czego możemy spodziewać się w pierwszym odcinku nowej serii?

Oczywiście dużej porcji dobrego humoru. Od trzeciej serii upłynęło już sporo czasu, a od odcinka specjalnego niemal rok, więc widzowie pewnie mają potrzebę na nowo zaznajomić się z postaciami. Wprowadziliśmy w tym celu odrobinę żartu. Tak się zazwyczaj dzieje, gdy trzeba posprzątać po zawirowaniach z ostatniej serii. Cieszymy się zatem, że Sherlock i John znów są na Baker Street, jest też Mary z maleństwem. Po jakimś czasie oczywiście wracają duchy z przeszłości i robi się ponuro.

Napisałeś scenariusz pierwszego odcinka. Czym się inspirowałeś?

Zawsze, w większym lub mniejszym stopniu, inspiracją jest proza Arthura Conan Doyle’a. Opowiadaniem, które od zawsze chciałem przedstawić jest „Związek rudowłosych”, jednak szybko okazało się, że tym razem będzie to inne z moich ulubionych – „Sześć popiersi Napoleona”. Tytuł naszego odcinka to „Sześć razy Thatcher”. Inspiracja książką Doyle’a jest, choć dosyć odległa.

Jak w czwartej serii zmieniają się główni bohaterowie?

Jakby odpowiedzieć na to pytanie, żeby nie zepsuć niespodzianki? Bohaterowie zmieniają się bardzo różnorodnie. Cały czas trwa proces „uczłowieczania” Sherlocka, jak to zresztą Arthur Conan Doyle opisał w swoich książkach. W ostatnim opowiadaniu jest on przecież zupełnie innym człowiekiem niż na początku, ale nigdy nie będzie zupełnie taki jak my. Doktor Watson uczy go być zwyczajnym. Sherlock jest już coraz bardziej empatyczny, wie, że ma przyjaciół, którym na nim zależy. W tym roku miał wiele wrażeń, jak zresztą wszyscy, ale nie mogę zdradzić szczegółów. To banał, jeśli powiem, że ta seria jest najbardziej mroczna, ale rzeczywiście tak jest. Jest też najbardziej intensywna, na bohaterów spada prawdziwie dramatyczne zdarzenie.

Czy opowieść o Sherlocku osiąga punkt kulminacyjny?

Wiele naszych planów, zamierzeń wreszcie udało się zrealizować. Mam nadzieję, że
w zadowalający sposób. Wcale nie znaczy, że to punkt kulminacyjny, ale być może. Kto wie?

Czego możemy się spodziewać po Mycrofcie?

Sekretów i kłamstw! Jego relacja z Sherlokiem jest dynamiczna, bardziej napięta i ciemniejsza niż w opowiadaniach Conan Doyle’a. W tej serii poznamy wiele obrzydliwych braterskich sekretów. Dowiemy się też, dlaczego ich relacja taka jest i dokąd prowadzi.



Rozmowa z Amandą Abbington (odtwórczynią roli Mary Watson)

Jakie to uczucie wrócić na plan Sherlocka ?

To świetne uczucie, kocham ten serial i naprawdę cieszę się, że mogę być jego częścią. To również okazja do spotkania z kolegami i koleżankami z poprzednich sezonów „Sherlocka” i poznania kilku nowych twarzy.

Co sprawia, że ​​praca przy tym serialu jest tak wyjątkowa?

„Sherlock” to serial uwielbiany przez wszystkich. Daje nam to niesamowitą siłę do pracy, bo wiemy, że tworzymy coś, czym widzowie są podekscytowani i na co niecierpliwie czekają. Wszyscy chcemy robić to najlepiej, jak tylko potrafimy. Na planie zawsze dajemy z siebie sto procent. Dla mnie osobiście ważna jest atmosfera na planie. Do tej pory grałam w dwóch sezonach i odcinku specjalnym, powroty na plan są jak powroty do domu, do rodziny.

Czy martwiłaś się, że fani serialu nie zaakceptują Mary?

Na początku byłam nieco zaniepokojona, w końcu Mary ukrywała mroczną przeszłość. Postrzeliła także Sherlocka! Mary ma mocny charakter jest niezależna i chwilami zadziorna.

A jak czuje się jako przyszła mama?

Jest podekscytowana, że urodzi się dziewczynka. Pamiętam, że w ciąży sama bardzo się denerwowałam. To przerażające, ale także emocjonujące przeżycie. Myślę, że właśnie tak czuje się Mary. Zbliżające się narodziny to coś, na co czeka ona, John, a nawet Sherlock – wbrew temu, co czasami mówi.

Czy jest jeszcze jakaś część Mary, która tęskni za życiem tajnego agenta?

Myślę, że cechuje ją dwoista natura. Z jednej strony fascynują ją świat kryminalnych zagadek Sherlocka i Johna, a z drugiej kocha swoje rodzinne życie.

Jaki wpływ miała Mary na relację Sherlocka z Johnem?

Sherlock i John to najlepsi przyjaciele, łączy ich niesamowitą więź, której nie da się rozerwać, zresztą Mary pod żadnym pozorem nie chciałaby ich rozdzielać. W trzeciej serii robiła wszystko, aby ich przyjaźń przetrwała. Pragnie ich szczęścia. 

Jak opisałabyś relację Mary z Sherlockiem?

To bardzo ciekawa znajomość, pełna zawirowań i bulgoczących od gorąca emocji. Mary i Sherlock są ulepieni z tej samej gliny, oboje nie mogą żyć bez nagłych zwrotów akcji i adrenaliny.

Jaki wpływ na Sherlocka maja kobiety w tym serialu?

Sherlock szanuje każdą z nich, ale rzeczywiście da się zauważyć sporą różnicę w jego zachowaniu i otwartości wobec kobiet na przestrzeni kilku sezonów.

W tym serialu zdecydowanie nie brakuje silnych, intrygujących, ale niepozbawionych słabości kobiecych postaci, za co jestem wdzięczna Markowi i Stevenowi. Wspaniale się je ogląda
i bardzo ciekawie gra.



Rozmowa z Rupertem Gravesem 
(odtwórcą roli Inspektora Lestrade)

Czego możemy się spodziewać po inspektorze Lestrade w czwartej serii?

To chyba moja ulubiona seria! Lestrade zwraca coraz większą uwagę na procedury. Nie rozumie, co się za chwilę stanie, bo też nie sposób tego rozgryźć. Na swój własny uroczy i nieporadny sposób próbuje to jednak pojąć.

Czy uważasz, że obecność Lestrade sprawia, że Sherlock bardziej się popisuje?

Wydaje mi się, że Sherlock po prostu nie może się powstrzymać. Zresztą w obecności Lestrade bardzo łatwo zabłysnąć, a ktoś taki jak Sherlock już zupełnie nie musi się wysilać.

Czy Lestrade chciałby być taki jak Sherlock?

Lestrade ma sprzeczne uczucia wobec Sherlocka. Z jednej strony jest absolutnie zafascynowany sprawnością jego umysłu, z drugiej jednak zazdrości, że jest ktoś dużo lepszy od niego.

Czym różniło się wiktoriańskie wcielenie Lestrade?

To było ciekawe doświadczenie, ponieważ musiałem na nowo stworzyć postać. Lubię wybierać kostiumy dla współczesnego Lestrade, a jak dobrać ich wiktoriańskie odpowiedniki? To była świetna zabawa. A najbardziej interesujący był fakt, że Lestrade i inni bohaterowie byli projekcją Sherlocka, czyli przedstawieni byli z jego punktu widzenia. Nie chodziło więc tylko o przeniesienie w czasie, lecz także o zmianę perspektywy.

Czym różni się praca nad Sherlockiem od gry w innych serialach?

Nagraliśmy razem już cztery serie i odcinek specjalny. Aktorowi, który gra w filmie czy nawet
w serialu, nie zdarza się tak często, że wraca w to samo miejsce, na planie spotyka tych samych kolegów aktorów, producentów, całą ekipę. Dla mnie tym właśnie „Sherlock” różni się od innych produkcji, w których biorę udział.



Wywiad z Louise Brealey 
(odtwórczynią roli Molly Hooper)

Jak to uczucie znowu znaleźć się na planie?

Cudowne. Naprawdę bardzo się cieszę, że znowu mogłam być częścią tego wspaniałego serialu. Gdy mówimy o roli Molly, trudno cokolwiek zdradzić bez rujnowania niespodzianki, ale w najnowszym sezonie jest kilka pięknych scen, z których jestem naprawdę zadowolona.

Powrót po tak długim czasie to zapewne dość niecodzienne doświadczenie?

Rzeczywiście dziwnie się wraca na plan po takim czasie. Na początku zastanawiałam się, czy pamiętam jeszcze, kim jest moja bohaterka i jak ją grać. Potem jednak okazało się, że moja bohaterka jest już jakby częścią mnie. Zaczynasz grać i wchodzisz w rolę tak, jak kiedyś, bez szczególnego przygotowania.

Jak opisałabyś czwarty sezon?

Jest smutny, naprawdę smutny, ale jednocześnie mam wrażenie, że to najlepsza część naszego serialu. Będzie w nim pełno szemranych charakterów, ale i magii, dzięki której widzowie pokochali tę produkcję.

 

 

Powiązane artykuły

The Voice of Poland: Magdalena Janicka i Łukasz Stojko – podróż do krainy miłości

Dawid Propolis

Już dziś wielki finał HIT HIT HURRA

Dawid Propolis

Kocham Cię, Polsko! na Wielkanoc

Dawid Propolis